Belize stop – non stop / Belizian hitch – hiking stop

Posted: 07/02/2014 by kasiek7 in Belize, Journey
Tagi: , , , ,

welcome to BelizeI przemknęliśmy przez Belize:) Najbardziej chaotyczne, ale i dość urokliwe 5dni naszej podroży.

Pierwszy dworzec autobusowy jest dużo dalej niż zapewniane przez wszystkich dwie mile, a droga wydaje się coraz bardziej skomplikowana im bliżej celu jesteśmy. Nasze bagaże lądują w bagażniku nieużywanym chyba przez lata, więc po tym przejeździe są bardziej brudne niż po przejechaniu dwóch poprzednich krajów. Noclegi w standardzie Centralnej Ameryki, a ceny europejskie. Wszyscy mówią niby po angielsku, choć z dziwacznym akcentem, spotykamy kilkakrotnie ludzi, co mówią do siebie i wszystkich, i nas nie minęło. Nasze planowane atrakcje turystyczne dostępne tylko z wycieczka lub wynajętym autem – oba warianty kosztują jakieś 4 razy tyle, co nasz dzienny budżet, więc dziękujemy i dalej w drogę… Autobus pędzi jak szalony a jakiś pijak obok nas rzyga i tylko dzięki interwencji współpasażera omija nas i nasze bagaże (no prawie)… Cały dzień w podroży i wreszcie kemping! Najbliższy sklep czy bankomat? Nie pytajcie, za to 2mile dalej pieszo sprzedają dobre jogurty i lody:)

And we crossed by Belize 🙂 most chaotic, but quite charming 5 days of our journey.

The first bus is much further than two miles, everyone was speaking about and the road seems to be getting more complicated the closer we are. Our luggage lands in the trunk unused  probably over the years, so after this journey it is more dirty than after passing two previous countries. Accommodation in standard of Central American but in European prices. People speak like English, though with a strange accent and we meet several people who talk to themselves and to everyone, so do they to us too. Our planned tourist attractions are only available with an organized trip or a rented car – both variants cost about 4 times as much as our daily budget, so “thank you” and we go on the road… Bus is rushing like mad and some drunk person puke next to us and only through the intervention of a one passenger, he missed us and our bags (well, almost) … All day in the journey and finally camping! The nearest shop or ATM? Do not ask for it! But 2miles further there are some good yogurt and ice cream 🙂

No i koniec dnia, ale nie koniec przygód. Próbując dostać się do Parku Narodowego Blue Hole na własną rękę mylimy kierunki, więc kiedy po godzinie czekania na autobus, ten wreszcie przyjeżdża informuje nas tylko, ze to zupełnie nie w te stronę… Na trasie trekkingu gubię kostium kąpielowy, wiec trzeba przejść trasę drugi raz (Rysiek jest po prostu zachwycony), a kiedy próbujemy wrócić na kemping, autobus nawet się nie zatrzymuje na nasze machanie…

Jak pokazuje 5cio dniowa praktyka – łatwiej tu złapać stopa niż autobus. Jedziemy zatem kolejno z lekarzem, managerem restauracji, turystami i imigrantami ze Stanów i dostawcą ryb – z którym zwiedziliśmy także najlepsze punkty sprzedaży ryb na wschodnim wybrzeżu, w drodze do celu, oczywiście:)

Well, the end of the day, but not the end of the adventure. Trying to get to the Blue Hole National Park on your own, we made a mistake about directions, so when after an hour of waiting for the bus, it finally arrives, it only tells us that this is totally not the page… On the trekking route I lost my swimsuit, so we have to go the route a second time (Rysiek is sooo happy about that), and when we try to go back to the camp, the bus did not even stop to our waving…

As 5-day practice shown – it is easier here to catch a car than a bus. Therefore, we were hitchhiking with a doctor, a manager of the restaurant, some tourists and immigrants from the United States and with a supplier of fish – whith who we have visited also all the selling points of fish on the east coast, on the way to the end, of course 🙂

Hummingbird Lodge Ale wyobrażacie sobie wstać rano, a dokoła dżungla i wzgórza, choć nadal blisko drogi, z kolibrami nad głową, z górskim strumieniem obok, z największym buszmanem Belize, jako sąsiadem:) Tak było w Hummingbird Lodge.

But can you imagine to get up in the morning, around the jungle and hills, but still close to the road, with hummingbirds over the head, next to a mountain stream, with the greatest Bushman of Belize, as a neighbor 🙂 This was the Hummingbird Lodge.

Odwiedziliśmy również Cockscomb Wildlife Sanctuary, gdzie było naprawdę ładnie, spory wybór tras trekkingowych, świetne wodospady, ludzi na szlaku garstka.

We also visited the Cockscomb Wildlife Sanctuary, which was really nice, a nice variety of trekking trails, great waterfalls, and only a few people on the trail.

Dotarliśmy tez do Hopkins – niewielkiej wioski nad brzegiem Atlantyku. Biały piasek, palmy, wyśmienita miejscowa kuchnia u Tiny i choć turystów tu jest trochę, to nie ma jeszcze wielkich kurortów, hoteli, prywatnych plaż, deptaków i natłoku restauracji, a autobus do głównej drogi jeździ dwa razy dziennie:) Za to stop-non stop:)

We got also to Hopkins – a small village on the shores of the Atlantic. White sand, palm trees, delicious local cuisine with Tina and although tourists here is a little, it does not have the big resorts, hotels, private beaches, pedestrian streets and multitude of restaurants. The bus to the main road rides only twice a day. But there is always hitchhiking:)

Reklamy
Komentarze
  1. Iza pisze:

    :))) klimacik

  2. Ola pisze:

    Hej! St Hermans cave mnie zachwyciła – zazdroszczę! I fajnie, że jeszcze są takie piękne plaże bez wielkich hoteli i sprzedawców!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s