Ocean staje się jeziorem / Ocean becomes a lake

Posted: 26/02/2014 by rysiekmirek in Journey, Nicaragua
Tagi: , , , , , , ,

Granada to jedno z najstarszych miast kolonialnych w Nikaragui i całej Ameryce Centralnej, leży u podnóża wulkanu Mombacho. Choć geograficznie znajduje się bliżej Pacyfiku ma dobry kontakt  (przez jezioro Nikaragua i rzekę San Juan) z Atlantykiem. Na przestrzeni lat miasto było ofiarą wielu walk politycznych, wojen i pirackich grabieży. Teraz Granada jest zadbana i obfita w zabytki architektury kolonialnej. Tu też próbowaliśmy wołowiny z pieczonymi bananami i platano oraz trunku, z którego słynie cała Nikaragua, czyli Flor de Caña (rum z trzciny cukrowej) – z dedykacją dla Sandry.

Granada is one of the oldest colonial cities in Nicaragua and in Central America at all, located at the bottom of the volcano Mombacho. Although geographically is located closer to the Pacific Ocean has good contact (via Lake Nicaragua and San Juan River) with the Atlantic Ocean. Over the years, the city was the victim of many political conflicts, wars and pirate plunders. Nowadays, Granada is a well maintained and full of colonial architecture. Here also we tried beef with fried bananas and platanos, and famous in Nicaragua Flor de Caña (sugar cane rum) – with the dedication for Sandra.

Pierwsze odwiedzane przez nas jezioro w Nikaragui to Laguna de Apoyo, która położona jest dokładnie w kraterze wulkanu. Laguna ta powstała ok. 20 tys. lat temu poprzez implozję (nie eksplozję) wielkiego wulkanu, który się tam znajdował, od tamtego czasu krater napełniał się wodą po części opadową, po części geotermalną, po części oceaniczną. Woda w nim jest ciepła, nie jest słona, ale słodka tez nie jest, do tego coś jak zapach siarki z term. Następna ciekawostka to głębokość całkowita: 175 m – duża jak na niewielkie jezioro, a dno leży 100 m poniżej poziomu morza. Po zboczach krateru rozsiane są 100 tys. letnie głazy pozostałe po wcześniejszych erupcjach, wokoło nas stada małp, kolczaste drzewa, sporo ptaków i nie ma prawie żadnych turystów… ludzi w ogóle tez niewiele. Transport publiczny jak się okazało nie działa zbyt dobrze w okolicach laguny dlatego musieliśmy przemaszerować pewnie 10 km w górę i w dół (w klapkach aka. japonkach) aby znaleźć autobus powrotny do Granady. W drodze na przystanek dołączyła do nas ekipa z lokalnego czerwonego krzyża, przygotowująca się do egzaminu sprawnościowego…

The first lake we visited in Nicaragua was the Laguna de Apoyo, which is situated exactly in the crater of the volcano. Laguna was formed about 20 thousands years ago by implosion (not explosion) the great volcano that was there, since then crater was filling with the water partially from rain, oceanic and geothermal. The water in it is warm, not salty, but not too sweet is the same time, smells a bit like sulfur from the hot springs. Next curiosity is a total depth of 175 meters – large for a small lake, bottom of the lake is 100 feet below sea level. There are 100 thousand year old rocks spread out over the slopes of the crater (after earlier eruptions), around us herds of monkeys, thorny trees, lots of birds and there are almost no tourists … almost no people at all. Public transport as it turned out doesn’t work so well in the neighbourhood of the lagoon that’s why we had to march 10 km up and down (wearing flip-flops ) to find the bus back to Granada. On the way to the bus stop we were joined by a team from the local Red Cross, preparing themselves to the physical exam …

Jezioro Nikaragua (Cocibolca) zwane też m.in. Mar Dulce (czyli Słodkie Morze), największe jezioro centralnej Ameryki, które kiedyś było częścią oceanu, ale za sprawą ruchów tektonicznych oddzieliło się od słonej wody i powoli za sprawą deszczów stało się zbiornikiem słodkowodnym. Jest teraz miejscem na ziemi gdzie można spotkać gatunki zwierząt i roślin oceanicznych, które teraz żyją w wodzie słodkiej np. słodkowodne rekiny.

Lake Nicaragua (Cocibolca), also known as Mar Dulce (tr. sweet sea), the largest lake in Central America that was once part of the ocean, but due to tectonic movements separated from the salt water and slowly because of the rains became a freshwater tank. It is now a place on earth where you can meet animal and plant species from ocean that are now living in fresh water like i.e. freshwater sharks.

Wyspa Ometepe to największa wyspa na jeziorze Nikaragua, utworzona z lawy dwóch wulkanów (nadal aktywnych). Wyspa wygląda niczym dwa okręgi wosku wylane na wodę. Jak wszystko co wiąże się z jeziorem Nikaragua, wyspa również jest unikatowa – występują tu gatunki zwierząt i roślin, których próżno szukać gdzie indziej na świecie np. taka oto salamandra (http://www.elnuevodiario.com.ni/variedades/16709) .

Ometepe Island is the largest island on Lake Nicaragua, formed by lava from two volcanoes (still active). The island looks like two circles of wax poured on water. Like everything which is connected with Lake Nicaragua, the island also is unique – there are species of animals and plants are hard to find elsewhere in the world such as the salamander here (http://www.elnuevodiario.com.ni/variedades/16709)

Jardin de La Vida (czyli Ogród Życia) to miejsce, gdzie kończy się brukowana droga, a biali turyści już dawno wysiedli z autobusu:)  Tu spędziliśmy niemal cały tydzień pracując jako wolontariusze przy budowie pieca i kuchni z gliny i ręcznie robionych cegieł. Nie płaciliśmy nic za nocleg, spaliśmy pod gołym niebem, kąpaliśmy się kilka razy dziennie w jeziorze, robiliśmy i piekliśmy własną pizzę, piliśmy kawę z lokalnych upraw na wyspie, korzystaliśmy z energii ogniw słonecznych jako jedynego źródła zasilania i wiele wiele innych ciekawych rzeczy. A ponad to wszystko spotkaliśmy ciekawych ludzi żyjących tu i pracujących. Dziękujemy Trevor, Rachel, Mel, Boris, Cristobal, Antoine, Kadi, Martin, Ike, Henry.

Jardin de La Vida (Garden of Life) is a place where the paved road ends, and the white tourists got out of the bus long time ago 🙂 Here we spent almost the whole week working as a volunteers in the construction of outdoor kitchen with clay and hand-made bricks. We didn’t pay anything for the night, we slept under the open sky, bathed several times a day in the lake, we baked our own pizza, drank coffee from a local crop on the island, we used the solar energy as the only source of power, and many other interesting things. And above all we met interesting people living here and working. Thanks Trevor, Rachel, Mel, Boris, Cristobal, Antoine, Kadi, Martin, Ike, Henry.

Reklamy
Komentarze
  1. mamcia pisze:

    O rany, jak w bajce? Pozdrawiamy kapturka i wilka:):);)Tęsknimy, dobrze, że się odzywacie. Buziaki!!!

  2. bozenaswachta pisze:

    To się nazywa miejsce gdzie można prawdziwą naturę spotkać. Cudne!!

  3. Iza pisze:

    Widoki cudne… utrzymujecie wesoły klimat 🙂 ul z pszczołami i kwiatkami – aranżacja super! itd. :))) Ryśku… gadasz…10km? słyszałeś o rajdzie harcerskim po górach z plecakiem w sandałach? polecam 😉

  4. […] Tajlandii. Możliwe stało się to dzięki Help X, z którego już wcześniej korzystaliśmy w Nikaragui, Kolumbii i Kambodży. Tym razem pomagaliśmy w codziennych pracach, w położonym godzinę drogi […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s