Na rzece i w puszczy / At the river and jungle

Posted: 01/03/2014 by kasiek7 in Journey, Nicaragua
Tagi: , , , , ,

w dżungli_in the jungleI jeszcze szybka foto relacja z najbardziej bolesnej i zabawnej wędrowki:) W wolna niedziele, wraz z Borysem pracującym z nami na wyspie oraz Cristobalem – miejscowym chłopakiem, jako przewodnikiem, wybieramy się zdobyć oglądany co dzień z daleka wulkan Madera. 3godzinny spacer z naszych wyobrażeń zamienia się w całodzienną wyprawę, poprzez plantacje kawy, las suchy, deszczowy i mgielny(fantastyczna sprawa!!!) oraz tony błota. O ile z początku pilnuje się, by nie ubrudzić za bardzo butów, o tyle kończy się że pokryta błotem na nogach, rekach, ciuchach, mając buty pełne błota wlewającego się z góry, próbuję utrzymać na powierzchni plecak i twarz;) Nie ma mięśnia który by mnie nie bolał, przeciskamy się miedzy kamieniami i drzewami,wspinamy po głazach, ale widok laguny w kraterze wulkanu wynagradza wiele:)

And a quick photo report from the most painful and funny trip 🙂 The free Sundays, along with Boris working with us on the island, and Cristobal – local boy, as a guide, we are going to volcano Madeira, the same we watch every day from distance. 3 hours walk – that what we have been thinking of – turns into a full day tour through coffee plantations, dry forest, rainy forest and cloud forest(a fantastic thing!) and tons of mud. While at the beginning I was trying not to get dirty too much of shoes, it ends with legs, hands, clothes covered with mud and with trying to keep away my face and backpack from mud;) No muscle who would not hurt me, squeeze between the rocks and trees, climb the boulders, but the view of the lagoon in the crater of the volcano rewards much 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A to rzeka San Juan na granicy Nikaragui i Kostaryki. W planie mieliśmy 11h żeglugi nocnej i dziennej, prawie po jej ujście do morza. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna-11h żeglugi nocnej przeciągnęło się do 13, przez co spóźniliśmy się na kolejny prom-jeden z dwóch w tygodniu i musieliśmy zadowolić się pierwszymi 60km rzeki. I tak było pięknie…

And this is San Juan river, on the border between Nicaragua and Costa Rica. We were planning to  have 11h of both night and day cruising, almost to the point where the river meets a sea. Unfortunately, the reality turned out to be a brutal night-11h cruise was delayed to 13 hours.  We missed the next ferry – one of the two a week and had to settle for the first 60km of the river. And so it was lovely …

Reklamy
Komentarze
  1. Ola pisze:

    Kiedy droga przebiega w trudach i błocie, cel się bardziej docenia… przynajmniej ja tak mam… I co, znowu Wam zazdroszczę… Pozdrowienia ze słonecznego Wrocławia!

    • kasiek7 pisze:

      No mam nadzieję że Wrocław wiosenny piękny:) Szykujemy się w odwiedziny w drodze powrotnej:)

  2. Iza pisze:

    SUUUUPER 🙂 i błotne maseczki zaliczone! 😛 czego to się w podróży nie zrobi dla urody 😛 bo przecież o oczywistym zachwycie nad całą wyprawą nawet się nie zająknę :))) BUZIAKI

    • kasiek7 pisze:

      A propos błotnych maseczek – mam ochotę jeszcze na wyprawę na taki błotnisty wulkan gdzie się ludzie zanurzają cali:) może się uda – postnę fotkę, choć nie wiem czy mnie poznacie wtedy;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s