Tak blisko a tak daleko / So close but so far

Posted: 19/03/2014 by kasiek7 in Colombia, Journey, Panama
Tagi: , , , , , , ,

Región_DariénA więc kiedyś trzeba było jakoś się do Południowej Ameryki dostać, a niewtajemniczonym powiem, że wcale to nie jest takie łatwe, jakby się wydawało… Bo niby Panama z Kolumbia graniczy, ale dżunglą, gdzie nie dość ze dróg brak i łatwo się zgubić, to jeszcze powszechne jest narco-traffico czyli kwitnie uprawa i przemyt narkotyków oraz grasują oddziały Guerillas. Miejsce to nazywa się Przesmyk Darien .

So once we had to somehow get to South America, and it is worth to mention that all is not as easy as it seems … Panama has a border with Colombia, but there is  jungle there, where not only there is no roads and it’s easy to get lost,  it is also yet common for narco-traffico that is cultivation and smuggling of drugs and moreover there are some troops of Guerillas. The place is called Darien Gap .

Oczywiście można polecieć – ale drogo! Alternatywa? Rejsy z wysp San Blas do Cartageny – do osoby z chorobą morską zapłacić tyle, co za bilet do Europy, by zwiedzać 5 dni wyspy na morzu – to nie przemawia ….Wybieramy więc opcję pośrednią – lecieć do ostatniej wioski przygranicznej panamskiej i płynąć do najbliższej wioski kolumbijskiej. Oj, była to dwudniowa przygoda…

Z dreszczykiem emocji, bo po lekturze komentarzy w necie, że to na pewno ryzykowne, że pewnie porywają, topią, piraci, bandyci itp (większość komentarzy od osób, które tam nie były, bo są też tacy, co byli i piszą że przeżyli)… okazuje się ze to rzeczywiście wyprawa dla kochających przygodę ale w zupełnie innym sensie:)

Of course you can fly – but it is expensive! Alternative? Some cruises from San Blas Islands to Cartagena – for people with seasickness pay as much as for a ticket to Europe to visit the island for five days at sea seems not appealing …. so we have chosen an intermediate option – to fly to the last village of the Panamanian border and proceed to the nearest  Columbian village by boat . Oh, it was a two-day adventure …

From the thrill, because after reading comments on the net that is certainly risky, you will be probably kidnap, drowning, meet pirates, bandits, etc (most of the comments from people who were not there, because people who did it wrote that they are alive) … it turns out that it’s actually expedition for the adventure loving but in a completely different way 🙂

Lecimy z Air Panama, najmniejszym z samolotów jakim leciałam (filmik tutaj!)-no może za wyjątkiem lotów widokowych jako dziecko;). Atrakcyjna podróż w chmurach, turbulencje i Panama z lotu ptaka wliczona w cenę 😉

We’re flying with Air Panama, on the smallest of the aircraft I have ever been into (video here!) Maybe except for sightseeing flights as a kid;). Attractive journey in the clouds, turbulence and Panama’s view from the sky included;)

Wysiadamy na zadupiu gdzie wprawdzie jest posterunek graniczny, ale otworzą za godzinkę, bo teraz poszli na lunch… Piekarnia i market tez na lunch zamknięte, a w jedynym otwartym sklepie można dostać do jedzenia szeroka gamę żywności z puszki lub herbatniki, więc kierujemy swoje kroki do restauracji, gdzie lunch zajada straż graniczna… Na pytanie: co można zjeść? słyszymy, ze właściwie to już nic, bo wszystko co było inni zjedli, a po przeszukaniu kuchni Pani mówi z radością że możemy trzy jajka dostać:)

We get off in the middle of nowhere … where indeed is the border post, but open in an hour, because now all of the people are gone to lunch … Bakery and Market are also closed for lunch, and at  the only open store, you can get to eat a wide range of food from cans or biscuits, so we finally go to the restaurant, where lunch is eating by the border guards … the question is: what you can eat? we hear that it’s actually nothing, because everything else was eaten, and after searching the kitchen lady speaks with the joy that we can get three eggs 🙂

Po odprawie granicznej, pakujemy się do łodzi motorowej i ruszamy z całym towarzystwem z naszych dwóch awionetek. I tu niespodzianka – rafting morski jakich mało! Łódka podskakuje na falach, a z nią my razem. Trzeba uważać, by spadając trafić w siedzenie i nie zgubić podskakujących z nami butów. Woda zalewa nas całych, oczy szczypią od soli, niektórzy (czyt. Rysiek) wiwatują zachwyceni, inni (czyt. ja, siedząca w pierwszym rzędzie) mają strach w oczach, modlitwę na ustach i przyrzeczenie, by podziękować Rodzicom, że mnie pływać nauczyli. I tak przez 30min – i to nie jakaś ekstremalna wyprawa, tylko oficjalny transport morski z wioski do wioski – nieoficjalnego nie chciałabym oglądać…

Po stronie Kolumbii niemal całuję ziemie; nawet nie przeszkadza mi że i tu trafiamy na przerwę obiadowa służb granicznych. Ze stresem jednak już myślę o jutrzejszej trzygodzinnej podróży morskiej do najbliższego miasta, które dopiero ma połączenie drogowe z resztą kraju…

After the border checks , we pack up to let’s say speedboat with all the people from our two planes. And surprise – what ‚s a little sea rafting ! The boat jumps on the waves , and with it we jump as well. You have to be careful falling not to miss the seat and not to loose your shoes hopping with us . Water floods us,  our whole eyes pinch of salt , some (read Rysiek ) cheer delighted, others (read: me, sitting in the first row) have the fear in their eyes , a prayer on his lips and a promise to thank the parents that taught me to swim . And so for 30min and it’s not some extreme expedition , only official maritime transport from village to village – the unofficial I would not want to watch …

On the Colombian side , I almost kiss the ground , and even that does not bother me that  we come to the lunch break of border services again. I am stressed, however, already thinking about tomorrow’s three-hour sea journey to the nearest town , which only has a road connection to the rest of the country …

Nazajutrz okazuje się jednak, ze morze spokojniejsze, łódka większa, więc nie ma już takich atrakcji. Za to limit bagażu na łódce jest 10kg na osobę, co jest chwytem poniżej pasa, jako ze przylatując, można było wziąć do samolotu kilo 18. Jakby tego było mało nasze wczorajsze 18kg z wagi elektronicznej na lotnisku wazy dziś w porcie 20kg na wadze ręcznej, a na nasze protesty jak to jest możliwe? Słyszymy, że tam była Panama a tu jest Kolumbia! Rysiek jeszcze próbuje wyjaśnić Panu, że przecież kilo cukru to to samo, co kilo soli i nie można w Panamie kupić kilo i sprzedać je tu jako półtora. Pan jednak z matematyki opanował jedynie mnożenie przez 600, bo tyle pesos musimy uiścić za każde dodatkowe kilo!

A wiec roztrząsając sprawę w gronie innych poszkodowanych płyniemy sobie spokojnie po morzu, kiedy nagle silnik krztusi się i gaśnie… Brzeg wprawdzie widać, ale w oddali; kierowca nerwowo próbuje odpalić, a Ktoś z łódki rzuca: „Proszę Państwa postój na toaletę – sikanie na lewo, wszystko inne na prawo”. Śmiejemy się wszyscy, choć im dłużej kołyszemy się na wodzie, a gość nie odpala silnika, tym mniej już nam do śmiechu… Szybko okazuje się to jednak normą w naszej podróży -jeszcze ze 4 razy zatrzymuje się ta nasza barka na środku wód, a kierowcy mozolą się z odpaleniem silnika, podczas gdy my wstrzymujemy oddech…

The next day, it turns out , however, that the sea is  calmer, a boat is bigger , so there is no such interest . But the baggage allowance on the boat is 10 kilos per person, which is the grip below the belt , as coming on the plane, you could take  18 kilos. As if that were not enough , our yesterdays 18kg from electronic scale at the airport today weighs 20kg in weight port manually! When we ask how is this possible? We hear that there was a Panama and here is Colombia! Rysiek is still trying to explain to the guy that a kilo of sugar is the same as a kilo of salt and you can not buy in Panama a kilo and sell it here as a kilo and half . But the guy is only mastered math multiplication by 600, because that is what we have to pay for every extra kilo!

So talking about the case among the other victims, we quietly sail through the sea , when suddenly the engine chokes on and off … shore , although you can see, but in the distance , the driver nervously tries to fire up , and someone from a boat throws : ” Ladies and gentlemen, thus is a stop for toilet – piss on the left, all others on the right . ” We laugh at all , but the longer the guy did not start the engine , the less we can laugh … Quickly , however, turns out to be the norm in our journey – around  four times more we have this stops, our barge in the midst of the waters , a driver try to start the engine , while we hold our breath …

Turbo – miasteczko docelowe i o ironio, bo nikomu nie spieszy się by wysiadać, bowiem na brzegu czeka cała masa wrzeszczących miejscowych, którzy chcą Cię zaciągnąć do wybranej firmy przewozowej i tylko policja powstrzymuje ich przed wtargnięciem na pomost i wepchnięciem nas z bagażami do wody, przepychając się kto do kogo będzie pierwszy… Naganiaczy już widzieliśmy, ale w takim stłoczeniu i nachalności jeszcze nigdy… I tak każdemu z nas towarzyszy cała ich grupa w pochodzie przez miasto na dworzec… Uff – jeszcze tylko dobry autobus załapać, przesiadka, drugi autobus i lądujemy w Cartagenie.

A pisali w przewodniku, że przeprawa łodzią może być mokra i wyboista, wybór jedzenia w Puerto Obaldia jest ograniczony, a Turbo to nie miejsce na dłuższe postoje… Ok, teraz już będę czytać z większą uwagą;)

Turbo – destination town and ironically, because no one is in a hurry to get out, because on the shore a whole bunch of screaming locals are waiting o drag you to the chosen shipping company and only the police prevent them from entering on the bridge and pushed us and our luggage out into the water trying to be the first … beaters we have already seen, but in such crowding and yet never intrusive … And so each of us is accompanied by a whole group of them in procession through the town to the station … Phew – only a good catch of the bus, change the second bus and landing Cartagena...

And they wrote in the guidebook that crossing by boat can be wet and bumpy, the choice of food in Puerto Obaldia is limited, and the Turbo is not the place for long stay … Ok, now I’ll read more carefully;)

Reklamy
Komentarze
  1. izzi80 pisze:

    Taki widok, taras i hamak po takich przygodach! Wow. Super Kasik 🙂 uśmiech od rana zawitał, dzięki. Powodzenia w Południowej:-)

    • kasiek7 pisze:

      jak jest pierwszy komentarz, to prawie na pewno od Ciebie:) Czy już wspominałam, że kandydujesz do nagrody Najwierniejszego Czytelnika?;)a na Waszym blogu dawno nic nie było:(

      • izzi80 pisze:

        Hihi coś tam taki jeden Skowronek świergotał o owej nagrodzie, mam się bać? 😉 u nas cierpliwie, jeszcze, czekam na słowo od Ani. Za to na fotograficznym wrzuciłam cosik:-)

  2. mamcia pisze:

    Cześć podróżnicy. Czytam i okazuje się, że znów było extra a bagaże w samolocie powiązane siatką chyba po to by w razie nurkowania się nie pogubiły.

    Druga połowa mamci.

  3. boris pisze:

    nice nice guys, good luck down there … I am heading to guate mountains … there I will decide what’s next …

  4. wiola pisze:

    Musze przyznac ze dzielni jestescie I super z Was podroznicy, zwiedzajcie I relacjonujcie dalej bo az milo na chwile przysiasc, poczytac I „przeniesc sie” w ta Wasza kraine 🙂

  5. shiby pisze:

    samolot fajowski 🙂 – lufthansa ??

  6. Urszula Kozicka pisze:

    Ubawiłam się świetnie czytając o waszych przeżyciach, powodzenia w dalszej podróży. Samolociku i stateczku tylko pozazdrościć. W służbach granicznych pracują tylko ludzie i przy tym „natłoku turystów” z czegoś muszą żyć.

    • kasiek7 pisze:

      Oj, ten „natłok” to rzeczywiście tam jest;) 2 razy w tygodniu szczególnie, kiedy samolot ląduje;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s