Byliśmy w raju / We have been to paradise

Posted: 31/03/2014 by kasiek7 in Colombia, Journey
Tagi: , , , , ,

Tyrona National Park (3)  -Musicie tam jechać – przekonywał nas Camilo, znajomy Kolumbijczyk. A że rekomendacje ludzi to jest to, co podróżnicy lubią najbardziej – trafiliśmy w okolice Santa Marta, do Parku Narodowego Tyrona.

You must go there – convinced us Camilo, our Colombian friend. And because the recommendations of people is that what travelers like the most we went to the neighbourhood of Santa Marta, to Tyrona National Park.

 

Jak to my – dotarliśmy na miejsce 15minut po zamknięciu Parku i mimo że wszyscy jeszcze w pracy byli – już wpuścić nas nikt nie chciał. Pozostał nam więc 5-cio kilometrowy spacer do najbliższego kempingu poza parkiem, moto-taxi albo autostop (nie wiem nawet na co miałam najmniejszą ochotę;)) W końcu jednak Rysiek przekonał Panią z hotelu przy wejściu do Parku do 50% zniżki i spaliśmy w luksusach, za cenę najniższą do tej pory w Kolumbii:) Nawet winko było, którym podzielili się z nami sąsiedzi Niemcy, siedząc u nas, bo zatrzasnęli się na zewnątrz własnego pokoju:) A z samego rana – Witaj, Parku!

As usual we got there 15 minutes after the closing of the park, and although all were still at work   no one wanted to let us in. So we still have a 5-kilometer walk to the nearest campsite outside the park, moto-taxi or hitch-hiking option (do not even know what I least wanted;)) In the end, however, Rysiek persuaded the lady, from the hotel at the entrance to the park, to a 50% discount and we were sleeping in luxuries, for the price of the lowest so far in Colombia 🙂 Even we got some wine,shared with us by German neighbors, sitting with us, because they locked themselves outsiede of their room 🙂 And in the morning Hello, Park!

 

Przy wejściu do Parku – przesłuchanie: alkohol mamy? Nie. Nóż? Mamy. Pokazać! I pokazujemy-takiego w całym kraju nie można (nożyk ciupkę większy od takiego do ziemniaków). Scyzoryk to co innego, bo go trzeba otworzyć, a nasz nożyk to już broń, można schować w dłoni, podejść… i tu następuje długa obrazowa prezentacja Pana Strażnika, co można zrobić z naszym nożykiem…
A wędki macie? – pyta strażnik dalej. Nie mamy. A gitarę? A że niby ze struny można wędkę zrobić?-upewniam się u Ryska po polsku… Eee, chyba chodzi bardziej o to, by struną nikogo nie udusić-podpowiada Rysiek, któremu cudem zwrócono nożyk. A flet macie? – znów strażnik. Aaaaa, to chyba jednak chodzi o to, by nie hałasować, bo to Park Narodowy. Szkoda, ze telefonów nie zabierali, bo spotkaliśmy na szlaku takich, co sobie rytm, wcale nie cicho, zapodawali:)

At the entrance to the park – we had proper hearing: Do we have alcohol? No. Knife? We have. Show! So we show it and it turns to be that  across the country this kind of knife is not allowed (knife a little bit bigger than the one to peel potatoes). Pocket knife is different, because it must be opened, and our blade is already a weapon, you can hide in your hand, approaches and here follows a long pictorial presentation of the Park Ranger, what can be done with our knife
Do you have a rod? asks the guard on. We do not.  A guitar? And that kind of strings can make a fishing rod?I whisper to Rysiek in polish. Uh, I think it’s more about it, that someone can be strangleb with a string Rysiek whispers to me, remembering the show about our knife. Do you have a flute? the guard ask again. So I guess the point is not to make noise, because it is National Park. Too bad they don’t take mobile phones from people, because we met on the trail some tourists who play the music quite loudly:)

Spędziliśmy dzień na trekkingu przez las, pośród skał, od plaży do plaży. Niektórych z „tubylców” udało nam się uchwycić na fotografii:) Kapibary jednak – podobne do gigantycznych świnek morskich były niestety zbyt płochliwe. Wieczór – romantyczny, na pustej plaży, przy pełni Księżyca, z Moim Prywatnym Robinsonem Cruzoe, który z pomocą noża i kamienia przygotował nam egzotyczną ucztę z kokosa:) Noc w hamaku, przy szumie fal, obok kempingu trafnie nazwanego „Paradise”. Poranek z kąpielą w morzu, śniadaniem na plaży i kolejną pieszą wędrówką:) Zdecydowanie polecamy!

We spent the day on the trek through the forest, among rocks, from beach to beach. We were able to capture some of the „nativesin the  photographs 🙂 Capybaras, however looking like giant guinea pigswere unfortunately too skittishEvening romantic, on an empty beach at the full moon, with My Private Robinson Crusoe, who with the help of a knife and the stone has prepared us a feast of exotic coconut 🙂  Night in a hammock, listening to the sound of waves, next to the campsite aptly named Paradise”. The morning bath in the sea, breakfast on the beach and another hiking trek 🙂 I would definitely recommend it!

Reklamy
Komentarze
  1. Ola pisze:

    Oglądając zdjęcia i czytając Wasze wpisy zastanawiam się, co ja tu (czyt. w Polsce w pracy) robię!

  2. kasiek7 pisze:

    no właśnie! kiedy gdzieś razem wyjeżdżamy?:D

  3. izzi80 pisze:

    Błogie lenistwo… zazdrościmy 😀 pięknie

  4. mamcia pisze:

    Szkoda, że my na swoje „podobne” klimaty musimy jeszcze poczekać. Cudnie i…romantycznie.

  5. Katarzyna pisze:

    Musicie koniecznie przeczytać ‚The gringo trail’. Padniecie! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s