Plany sobie, my sobie / People plan, Gods laugh

Posted: 03/06/2014 by kasiek7 in Journey, Peru
Tagi: , , , , ,

Canyon ColcaTrekking w Kanionie Colca mieliśmy zaplanowany w szczegółach. Nie tylko, aby wszystko zobaczyć i za dużo się nie nachodzić, ale też by zdążyć na Machu Picchu i za dużo nie wydać, jak nie trzeba. Plecaki małe mieliśmy naszykowane, przechowalnię dużego bagażu zapłaconą, a listę zakupów na 2 dniową wędrówkę zrobioną.

Trekking in Canyon Colca we had planned in details. Not only to see everything and not to walk too much, but also to be on time at the Machu Picchu and do not spend too much, if we do not need to. Our small backpacks were ready, a storage of big backpacks were paid, a shop list for 2 days walk was done.

O 6 rano jedliśmy już śniadanie w miejscowości Cabanaconde, aby o 7 zająć miejsce na punkcie widokowym Cruz del Condor, zanim jeszcze zjadą się autokary zorganizowanych wycieczek. Kondory wpisałysię w plan wspaniale 🙂 Urządziły dla nas wspaniały pokaz-najpierw nieśmiało, pojedynczo, a później całym stadkiem 11 ptaków.

At 6 am we were already at the breakfast, in Cabanaconde town, to be 7 on the viewpoint (Cruz del Condor), before all the coaches tour comes. Condors made great with our great plan too 🙂 They organize a great show-first timidly, one by one, and then the whole flock of 11 birds.

Teraz już tylko wystarczyło podjechać z punktu widokowego z powrotem do miasteczka, zrobić zakupy, zarzucić przygotowane małe plecaczki na plecy i ruszać w kanion. Los jednak chciał inaczej. Poznaliśmy przy kondorach Nicolę (Francuz), Laurę i Artura (Francuzi polskiego pochodzenia) i od polskiego słowa do słowa okazało się iż oni planują trekking w to samo, co my miejsce, tyle ze inna trasą, troszkę dłuższą. Spontanicznie więc stwierdziliśmy, że fajniej mieć towarzystwo niż plecak z zapasami i zmianą bielizny i ruszyliśmy z nimi! Szlak wprawdzie okazał się 7 godzinny a nie jak nasz – 2h, sklepów ni straganów po drodze nie było, za to znajomi-pierwsza klasa (jeszcze Roberto z Hiszpanii się po drodze „znalazł”).

Now we just need to go back to town to do some shopping, take prepared small backpacks on the back and walk into the canyon. But fate wanted it otherwise. We met at the viewpoint Nicola (French), Laura and Arthur (French Polish descent) and from the Polish word to word it turns that they plan to trek to the same place as us, only by different route, a little bit longer. Spontaneously we decided that the fun company is more important than a backpack full of supplies and a change of underwear so we went with them! The trail turned out to be true 7 hours trip, not like our – 2h walk; there was not any shops or stands on the way, but friends were first class (we also “found” Roberto from Spain on the way).

Uciechy było co niemiara, tempo mieliśmy dobre – 5h, gubiąc się po drodze kilkakrotnie. U kresu naszej podroży czekało zaś urocze miejsce – Oasis. Oficjalnie wioska, nieoficjalnie-5 hosteli z basenami, chatkami, palmami i z widokiem w dole na rzekę (jesteśmy na wysokości 2200m.n.p.m) a w górę na ponad tysiąc metrową ścianę kanionu. Ceny- kosmiczne, ale że nas dużo staramy się utargować za jakieś minimum nocleg i jedzenie, a wodę oszczędzamy…

There was a lot of fun and we were quite fast – walking only 5hours and getting lost along the way several times. At the end of our trip, a charming place – Oasis was waiting. Officially village, informally – 5 hostels with swimming pools, huts, palm trees and a view down to the river (we are at the height of 2200m.a.s.l) and up to more than a thousand meters of canyon. Prices – well, too high, but there was a lot of us so we are trying to barter accommodation and food for some minimum, and saving water…

Wieczór spędziliśmy na wspólnych rozmowach, do których dołączyli także Jennifer i Steve, z którymi spotykamy się przypadkowo w rozmaitych miejscach odkąd przyjechaliśmy do Peru. A od rana – po lenistwie w hamakach i nad basenem – 2,5 h wspinaczka w górę,w upale południa, po bananowym śniadaniu i z ostatkiem wody w butelce, w stronę cywilizacji. Czasu niewiele do odjazdu autobusu, który koniecznie chcemy złapać. Spotykani po drodze ludzie nie dają nam szans – 2h podobno muły podchodzą. Uff- udało się! Byliśmy tylko pół godziny wolniejsi niż muły:) i na pewno ze sto razy bardziej zadowoleni z siebie!

We spent the evening talking, Jennifer and Steve joined us, a couple we meet by chance in a variety of locations since we have been to Peru. And in the morning – after laziness in hammocks and the pool – a 2,5 hour climbing up, in the direction of civilization, was waiting, in the heat of midday, after banana breakfast and ounce of water bottle. Only little time left to the departure of the bus that we really want to catch. All the people we met on the way do not give us a chance – it takes 2h for mules to approach. But it worked! We were only half an hour slower than mules:) and definitely a hundred times more satisfied with yourself!

Reklamy
Komentarze
  1. mamcia pisze:

    Super!!! Otwartość na zmiany i korzystanie z „okazji” to myślę domena prawdziwych podróżników. Powodzenia! (hura, zdążyłam przed Izzi)

  2. Kayorkton pisze:

    po prostu BOSKO!!!! 😉

  3. Izzi pisze:

    Hehe jestem jestem tylko tez odczuwam kłopoty z zasięgiem 😉 podziwiam za to basen i wykorzystanie ściany 🙂 luksusy 😀

    • kasiek7 pisze:

      eh, to był śmieszny hostel – nie było pradu, ręcznika ani nic do jedzenia między 13 a 19, ale basen był:) ps. martwiliśmy się, że komentarza brak;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s