Najwyżej położone żeglowne jezioro świata / The highest navigable lake in the world

Posted: 09/06/2014 by rysiekmirek in Bolivia, Journey, Peru
Tagi: , , , , , , ,

Titicaca (3)Jezioro Titikaka (poprawna wymowa Titihaha) to, jak w tytule, najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3800 m.n.p.m.). Jezioro, na którym wg wierzeń Inków zrodził się człowiek. Jak można przypuszczać w okolicach jest zimnawo a zimą (od czerwca do września) temp. może spaść nawet do -10°C, nie pada tu jednak śnieg, bo wtedy jest pora sucha. Przez jezioro Titikaka przebiega też granica między Peru a Boliwią. Jeszcze po stronie peruwiańskiej udało nam się odwiedzić dwie wyspy. Pierwsza z nich to wyspa dryfująca, zbudowana z rosnącej tu trzciny totory. Takich wysp na jeziorze jest ok 100 i mieszka na nich ok. 2000 osób, a nazywają się one Uros. Ale dlaczego ludzie mieszkają na sztucznych wyspach, których budowa trwa rok? Otóż w czasach konkwisty Hiszpanie zmuszali okolicznych mieszkańców do pracy w kopalniach. Ucieczka na jezioro była sposobem na uniknięcie niewolniczej pracy.

Lake Titicaca (the correct pronunciation Titihaha) as in the title, the highest navigable lake in the world (3800 m.a.s.l.). Lake, where according to the beliefs of the Incas a man was born. As you would expect in the area is rather cold and winter (June to September) temperature may drop down to -10 ° C, there is not snowing because of the dry season. On the lake Titicaca also runs the border between Peru and Bolivia. On the Peruvian side, we managed to visit two islands. The first one is an floating island, built of reeds growing here called „totora”. There are about 100 islands like this one on the lake and they are populated by about 2,000 people, they are called Uros. But why people live on artificial islands, the construction of which lasts a year? Well, at the time of the conquest by Spaniards local people were forced to work in the mines. Escape to the lake was a way to avoid slave labor.

Uciekinierzy zamieszkiwali początkowo na swoich łodziach (również z totory), aby później zbudować pływające platformy, na których po dziś dzień mieszkają, otrzymując się z polowania, rybołówstwa, sprzedażny kaczych jaj oraz turystów, masowo odwiedzających ich domostwa. Są też i dziś inne plusy życia „na jeziorze” – nie płaci się podatków miejskich.

Mieliśmy nadzieję zobaczyć trochę miejscowej kultury, dowiedzieć się co nieco o tradycjach, dotknąć folkloru. Wyspa, na której przyjmuje się turystów, okazała się jednak niewielkim pływającym straganem z ludźmi, zainteresowanymi jedynie sprzedażą podobno ręcznie robionych ozdób. Chata do której nas zaproszono była jedynie magazynem wyszywanych makat a gospodyni, kiedy dowiedziała się ze nic nie chcemy kupić, straciła nami wszelkie zainteresowanie. Pokaz dotyczący budowy wysp i łodzi z totory oraz życia na wyspie okazał się 4 zdaniową wypowiedzią (identyczną z informacjami w broszurach) zilustrowaną pół martwymi rybami, martwym ptakiem, a także domkami z totory, chyba dla tych, co nie rozumieli po hiszpańsku i angielsku. W dodatku przewodnik usilnie nas przekonywał do dodatkowo płatnej przejażdżki tubylczą łódką, która miała niby zrekompensować miejscowym fakt, ze ich odwiedzamy i robimy zdjęcia (a dodam ze za wstęp na wyspę już zapłaciliśmy, wiec do oglądania i zdjęć ja się przynajmniej czułam uprawniona).

The refugees lived initially on their boats (made out of „totora”) to later build a floating platforms on which to this day they live. To live they hunting, fishing, selling duck eggs and they have masses of tourists visiting their homes. We were hoping to see some local culture, learn a bit about the traditions and feel the folklore. The island on which they host you turned out to be a small floating stall with people concerned only the sale of handmade crafts. Cottage to which we were invited turned to be a warehouse for decorated handicrafts. Hostess when she learned that we are not interested in buying anything lost all interest in us. Show about the „totora” constructions and life on the island was a 4 phrase speech (identical as information in the brochures) as an illustration they used half-dead fish, a dead bird and the few „totora” houses – all for those who did not understand Spanish or English explanation. In addition, the guide strongly convinced us to do (extra paid) ride by „totora” boat, which suppose to compensate to locals fact of our visit and taking photos by us (and I have to add that the entrance fee to the island we already paid, so I felt entitled to watch people and take some photos). Even today there are advantages of living „on the lake” – they do not pay municipal taxes.

Druga wyspa, Taquile jest już naturalna. Wznosi się na wys. 4000 m.n.p.m. a 200 m nad poziom jeziora. Zamieszkiwana przez rdzenną ludność trudniącą się rolnictwem, hodowlą bydła i owiec, a także wytwarzającą piękne tkaniny, znana jest też z faktu, iż „tejido” (tkaniem) zajmują się tu nie kobiety, a mężczyźni i chłopcy od lat 8. Wyspa urzekła nas krajobrazem, a i tradycyjne stroje mają tu przeciekawe, tym bardziej iż po kolorze czapki u mężczyzn a spódnicy czy dodatków u kobiet można poznać wiek danej osoby, jej stan cywilny czy pozycje społeczną. Tutaj też, na przywitanie tradycją jest wymiana noszonych przez mężczyzn przy sobie (w torebkach na ramię) liści koki. Jeden z gospodarzy pokazał nam proces wybielania wełny przy użyciu naturalnego szamponu, wytwarzanego z roślin oraz zaprezentował opaskę z długimi włosami obciętymi żonie, którą mężczyźni przywdziewają na czas świąt – takie to mają osobliwe „męskie” tradycje:)

The second island, Taquile is natural, elevated at an altitude of 4000 m.a.s.l. and 200 meters above the lake level. Inhabited by indigenous people who are working in agriculture, breeding cattle and sheep, producing some beautiful fabrics, is also known from the fact that „tejido” (weaving)  is a job here not for women but men and boys from the age of 8. Island landscape charmed us as much as traditional costumes of the local people. Interesting thing is that knowing the colour of men’s hats and skirt or additives of women you can get know the person’s age, marital status or social position. There is also men’s habit to exchange coca leafs between each other. One of the hosts showed us the process of cleaning the wool using natural shampoo made ​​from plants and presented us the band of long hair cut from his wife, that men wear for the holidays – a special „male” tradition 🙂

Już po boliwijskiej stronie jeziora odwiedziliśmy Isla del Sol – czyli miejsce, gdzie według legendy Bóg Słońca stworzył Inków. Wyspa niewielka-do przejścia z północy na południe (od portu do portu) w 3h. Dodatkowo 1,5h szlak do ruin. Niestety szlaki i wejścia płatne (w sumie 30 soli – 10 dolarów), ale widoki ładne. Niezapomniana była również wyprawa łodzią (Copacabana – Isla del Sol) po wzburzonym jeziorze – nie dla ludzi o słabych żołądkach).

On the Bolivian side of the lake – Isla del Sol – the place where, according to legend, God of Sun has created the Incas. Island is small – to go from north to south (from port to port) in 3h. In addition, 1.5 h trail to the ruins. Unfortunately, trails and entrances cost (a total of 30 Soles – $ 10), but the views are nice. Unforgettable boat ride (Copacabana – Isla del Sol) on the stormy lake – not for the people with weak stomach).

 

Właśnie podczas tej przeprawy poznaliśmy 4 bobry… nie, nie futrzaki budujące swe żeremie przy brzegach jeziora, ale rodaków naszych – z Warszawy podróżujących już niemal rok po całym świecie. Czwórka jak najbardziej pozytywnie zakręconych podróżników, która niestrudzenie przemierza świat w poszukiwaniu przygód. Z takimi ludźmi nawet najtańszy boliwijski rum smakuje jak jamajski „Appleton”. Dzięki za wszystko! Gorące pozdrowienia i szerokości na trasie:)

Co i gdzie robią teraz bobry? Jeśli chcecie wiedzieć – zajrzyjcie do naszej zakładki „Linki”

It was during this crossing when we met four beavers … no, not hairballs which build their lodges at the shores of the lake, but the realest people – Poles from Warsaw who almost a year are travelling around the world. Four the most positively crazy travellers, who are tirelessly crossing the world looking for adventures. With such people, even the cheapest Bolivian rum tastes like Jamaican „Appleton”. Thanks for everything! Warm greetings and good luck 🙂

Where are the beavers doing now? If you want to know – have a look to  „Links” tab.

 

Tekst: K & R

Wybór zdjęć: R

 

Reklamy
Komentarze
  1. tatamamci pisze:

    Znów chyba jesteśmy pierwsi z komentarzem. A u nas w dzień 35 stopni w cieniu. Właśnie zeszliśmy z tarasu do domu jest 23,00. Komary żarły jak wściekłe do zachodu słońca ale później już było fajnie. Cieplutko, przyjemnie, białe winko schłodzone,serek bundz prosto z gór z pomidorkiem i bazylią. Ale i tak wam zazdrościmy tych wspaniałych widoków, nowych odkryć i znajomości ludności tubylczej i turystycznej a zwłaszcza spotkań z rodakami. Zwiedzajcie, oglądajcie, spotykajcie się i wracajcie pełni wrażeń i wspomnień.

    • kasiek7 pisze:

      Eh, i my już niedługo mamy nadzieję posiedzimy na tarasie w słonku:) i nigdzie nie trzeba się będzie ruszać;) chyba, że do lodówki;) a na razie biegniemy dalej;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s