Morze soli, morze przygód / Sea of salt, sea of adventures

Posted: 19/06/2014 by kasiek7 in Bolivia, Journey
Tagi: , , , , , , , , , , ,

DSCN1274Nareszcie przyszedł czas na relację z miejsca naprawdę magicznego które też było głównym powodem naszego przyjazdu do Boliwii – Salar de Uyuni (czyli największe solnisko świata).

Finally it’s a time to write about quite magical place:) and a major purpose of our arrival to Bolivia – Salar de Uyuni (the biggest salt desert in the world).

 

Tym razem wycieczka zorganizowana, bo bez własnego transportu trudno by było. A jak wycieczka zorganizowana, to i ciężka decyzja z kim i za jaką cenę;) Wybieraliśmy, wybieraliśmy, wybieraliśmy, ale reklamy tu nie zrobimy – bo nie ma czego;)

This time we took an organized trip, because without own transport it is hard to do it otherwise. If organized trip, there is a heavy decision with whom and for what price 😉 We are choosing, picking, thinking, but we won’t write with who we went – there is no reason for recommendation 😉

Wyruszamy! Jest nas w samochodzie sześcioro – z trzech różnych agencji, każdy zapłacił inną cenę, każdy ma obiecane inne noclegi i inny program. Kierowca nasz do roli przewodnika się nie przygotował i dobrze że czasem coś zapytamy i czasem odpowiedź zrozumiemy to i coś wiemy.

Pierwszy dzień i noc – fantastyczne! Zwiedzamy cmentarzysko pociągów – zdjęcia ze specjalną dedykacją dla wujka Marka, Kamila (całej rodziny Judków zresztą:) i Maksa oczywiście 🙂 Widzimy pustynię solną, gdzie jak okiem sięgnąć solnie i pusto;) Kiedys bylo tu słone jezioro….. Jest tez wyspa – szczególna!:) Z ogromnymi kaktusami i panoramą okolicy. Można też obejrzeć rzeźby solne i proces pakowania soli – brudnymi rękoma, z brudnej podłogi – od dziś w Boliwii nie solę;) Wieczór spędzamy w przytulnym solnym hostelu, na wyłączny użytek naszej grupy. Jeszcze na spacer na górę zdążamy się wspiąć przed zachodem słońca!

Ready, steady and go! There are six of us in the car – from three different agencies, each of us paid a different price, everyone has promised different stuff and everyone had another program. The driver is not prepared to the role of a guide and good that sometimes we ask something and sometimes we understand the answer so we can get to know something.

The first day and night was fantastic! We visit a train cemetery – these pictures with a special dedication to uncle Marek, Kamil (whole Judka family actually) and nephew Max of course 🙂 We have seen the salt desert, where around you can see salt, salt, salt;) Once it was a salt lake here…… There is also a very special island 🙂 with huge cactuses and panoramic view. We could also watch some salt sculptures and a process of packing salt from dirty floor, with dirty hands- no more salt to the food in Bolivia 😉 We spend a cozy evening in salt hostel for the exclusive use of our group. We even manage to walk climb the nearest hill before sunset!

Drugi dzień zaczyna się wcześnie, kiedy zmarznięci wyczekujemy wschodu słońca nad solną pustynią. Temperatura niestety w ciągu dnia się nie poprawia-wieje naprawdę zimny wiatr, a w nocy jest nawet poniżej zera. Zwiedzamy obszary Parku Narodowego Eduardo Avaroa –gdzie zamiast soli – piasek, skały oraz urzekające laguny. Wprawdzie tu już zima – więc flamingi, które mieliśmy tu zobaczyć w tysiącach, odleciały do ciepłych krajów (Chile), a i kolory wody nie są tak żywe, ale magicznie jest zobaczyć oblodzone powierzchnie, kilka zwierzaków dokoła i zjawiskowe kolory i kształty.

The second day starts early, when being frozen, we are waiting for the sunrise over the salt desert. The temperature during the day, unfortunately, does not improve much – there is cold wind, and at night it is even below zero. We visit areas of the Eduardo Avaroa National Park -this time instead of salt – there is sand, rocks and brilliant lagoons. Although there is already winter (so most of the flamingos, which we hope to see here in thousands, flew away to the warm countries – Chile) and even the colors of water are not as vivid as they could be, but it is still magically – to see icy surfaces, several pets and phenomenal colors and shapes.

 

Dzień trzeci zaczynamy od obejrzenia niesamowitych gejzerów i wizyty w gorących źródłach, a później to już niekończąca się opowieść, a właściwie opowieści w naszym aucie. Jeep nasz bowiem odmówił posłuszeństwa i jedziemy od rana z zawrotną prędkością 40km, a potem już tylko 20km na godzinę. Spalanie paliwa wzrosło, więc w panice trzeba szukać na pustkowiu stacji benzynowej (2h czekania w kolejce) i pożyczać kierowcy pieniądze, bo on na taką ewentualność się nie przygotował;) Dobrze, ze towarzystwo mamy naprawdę świetne – Danielę i Simona ze Szwajcarii. Po wspólnych 3dniach już wiemy, ze nie raz się jeszcze spotkamy; humory dopisują i płyną historie. Miasto Uyuni widać niczym fatamorganę, ciemno dokoła, dobrze, że w końcu przyjeżdża po nas „samochód ratunkowy” i udaje nam się złapać ostatni tego dnia autobus do Sucre, a skruszone biuro podroży wyposaża nas w kolację na wynos. Mamy szczęście – autobus nasz okazał się ostatnim z Uyuni na wiele następnych dni! Nazajutrz zaczyna się strajk…

Day three we start from a visit to some incredible geysers and hot springs and then it is a never ending story or rather stories in our car. Our jeep had broken and was going by horrible speed of 40km / h, and then even only 20km per hour. The combustion of fuel has increased, so in a panic we needed to look for a gas station in the desert (2 hours waiting in line) and borrow money to the driver, because he was not prepared for such adventure at all;) Fortunately, we have really good company – Daniella and Simon from Switzerland. After those 3 days together we already know that we would like to meet again; we are in good moods, telling stories, joking. A town of Uyuni can be seen like a mirage, it is dark outside, in the middle of nowhere. Eventually an emergency car arrives to save us and we manage to catch the last bus of the day to Sucre and our travel agency provides us with dinner to take away. We are really lucky – our bus turned out to be the last from Uyuni for a long time. The next day a strike begins …

 

Reklamy
Komentarze
  1. Wiola pisze:

    Wujek Marek jest z Was dumny 😛 cieszy się że podtrzymujecie tradycje rodzinne 😛

  2. Izzi pisze:

    Zimna nie zazdroscimy:) za to całej reszty 🙂 niesamowite i niecodzienne przeżycia z uśmiechami 🙂 Kto byl odważny i się skąpał na rozgrzewkę?

  3. mamcia pisze:

    Nie wiesz obydwoje! To mają po nas (i wiemy dlaczego jest Rysio a nie kto inny) każda okazja jest dobra by zamoczyć siedzenie! cudownieee!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s