Back on track czyli pierwsze koty jak zawsze za płoty

Posted: 05/08/2014 by kasiek7 in Chiny, Journey
Tagi: , , , , , , ,

w drodze (4)A tym razem miało być spokojnie – dyszę do Ryśka, kiedy biegniemy przez lotnisko w  Bangkoku szukając immigration office, gdzie nie trzeba będzie stać w godzinnej kolejce… Nasze plany zmieniały się bowiem jak w kalejdoskopie – i koniec końcem właśnie za godzinę musimy być po odprawie  na samolot przez Hong Kong do Pekinu, a jeszcze bagaż trzeba odebrać. Tak, tak – dla tych, co jeszcze nadal się dziwią – zamiast Australii i Nowej Zelandii wyruszyliśmy do Chin, Wietnamu i Laosu.

And this time it was supposed to be easy – I reminded to Rysiek when we run through the airport in Bangkok, Thailand seeking immigration office where you will not need to stand in line for an hour … Our plans changed like a kaleidoscope – and at the end we must be in one hour for flight to Beijing through Hong Kong, and before we need to collect our luggage. Yes, yes – for those who are still wondering – instead of Australia and New Zealand we went to China, Vietnam and Laos.

 Po dwóch dniach weselnych (o czym jeszcze będzie) i dwóch w podróży; po przystankach w 3 krajach, podróży autem, pociągiem, 4 samolotami wreszcie wysiadamy w Pekinie. Jet lag, a pewnie i weselne hulanki oraz podróż dają nam się we znaki:) Pierwsze 24 godziny w Chinach głównie śpimy:) z krótką przerwą na nocne zwiedzanie:)

After two days of the wedding (what else will) and two on the road; after stops in 3 countries, traveling by car, train, 4 planes finally we get off in Beijing. Jet lag and probably wedding time and trip give us a real jet lag 🙂 First 24 hours in China we have been mainly sleeping 🙂 with a short break for the night tour around city centre:)

To nie będzie łatwy wyjazd – stwierdzamy już w pierwszej godzinie. Policja nie rozumie angielskiego słowa metro, w Mc Donaldzie trzeba uskuteczniać kalambury, żeby kupić lody, w informacji turystycznej, jedyne co wiedzą po angielsku to ”I don’t know”. Ale radzimy sobie dzięki recepcji hostelowej i ich codziennym  pisaniu chińskich słówek, które będą nam potrzebne do pokazywania ludziom dnia następnego oraz wymownej ”mowie ciała”. Pierwsze nasze słowo po  chińsku? Łyżka – choć pałeczkami radzimy sobie coraz lepiej, a i człowiek  najedzony jest bardziej, kiedy musi ziarna fasolki czy orzeszki pałeczkami nakładać:)

It will not be an easy trip – we find out in the first hour. The police did not understand English word “metro”, at McDonald’s you need to show that you would like to buy some ice cream and at a tourist information, they only know „I do not know.” in English. But we are doing well thanks to the hostel reception and their daily writing Chinese words, which we will need to show the people the next day and the evocative „body language”. Our first Chinese word? Spoon – but even with chopsticks we are doing better and better, and you are full much more faster, when you have to eat a grain of beans or peanuts with chopsticks:)

I na zwiedzanie czas! Parki Pekinu są urzekające. Nie tylko  pełne bajkowych budowli, ale i ludzi w każdym wieku, praktykujących  wszystkie możliwe gry i tańce.

And the time to to explore! Parks of Beijing are captivating. Not only full of fabulous buildings, but people of all ages, practicing all possible games and dances.

Do trzech razy sztuka – i nareszcie udało się też „wystać” wejście do Zakazanego Miasta. Olbrzymie tereny, gdzie  są osobne pawilony, w których cesarz spał, jadł, ubierał się,  modlił, odpoczywał w drodze z jednego końca swojej posiadłości na drugi, wybierał konkubiny, mieszkał zaraz po ślubie i długo po, itp, itd.  Kolekcje pałacowych dóbr, cesarskie ogrody, a wszystko tworzące  przemyślaną całość w podobnej kolorystyce i stylu… i tłłłuuuumy  turystów chińskich i obcych.

Z ciekawostek dworskiego życia: cesarz  miał podobno 3000 konkubin, wybierał nowe co 3 lata, spośród dziewcząt w  wieku 13-17lat, a męskich pracowników pałacu poddawał kastracji, by mieć pewność, iż dzieci zrodzone z dworskich Kobiet są na pewno Jego.

We tried three times and finally we managed to entrance to the Forbidden City. Huge areas where there are separate pavilions, where the emperor slept, ate, dressed, prayed, rested on the way from one end of his property to another, chose concubines, lived right after the wedding and long after, etc, etc. Some collections of palace goods, Imperial gardens, all creating thoughtfully in similar colors and style … and crowds of Chinese and foreign tourists.

Some interesting facts from emperor’s life: the emperor had apparently 3000 concubines, chose new ones every 3 years, among girls aged from 13 to 17 years old, and male employees of palace had been castrated, to make sure that children born in the Palace are definitely his.

Mur  Chiński – najtańszy cud świata na naszej wycieczce؛) ale wrażenie robi  naprawdę niesamowite i przykleja uśmiech do twarzy:) Z kilku tras  wybieramy w końcu Jingshaling od zachodniej do wschodniej bramy. 3  godziny niezłego marszu, słońce,  mgły wraz z upływem dnia coraz mniej,  turystów niedużo, za to wszyscy pozytywnie nastawieni i rozmowni bardzo.  A widoki? Eh, zobaczcie sami:)

Great Wall of China – the cheapest wonder of the world on our trip;) – but impressive and so truly amazing that stick a smile to your face 🙂 Within a few paths we choose in the end Jingshaling from the western to the eastern gate. 3 hours good hiking, sun, less and less mist and only few tourists, but everyone upbeat and chatty. And the views? Eh, see for yourself 🙂

„There is nine milion bicycles in Beijing” - chodzi  mi po głowie, choć osobiście nie lubię tej piosenki… ale pedałowanie  pośród rowerów, riksz, motorowerów, samochodów, policjantów i  pieszych-wszystkich poruszających się niezależnie od czerwonego czy  zielonego światła, to dopiero przygoda. Oprócz rowerów uskuteczniamy również włóczęgostwo przez ulice Pekinu.

„There is nine million bicycles in Beijing” – I can hear in my mind, although I do not like this song … but pedaling bicycles among other bicycles, rickshaws, motorcycles, cars, policemen and pedestrians-all moving independently of the red or green light, it is a real adventure. In addition to the bike trip we also wonder a lot through the streets of Beijing.

I jeszcze kilka ciekawostek na koniec: / And some interesting facts for the end:

pociagFotka z  nocnego, chińskiego autobusu:) mało widać, ale autobus w środku, zamiast  siedzeń ma 3 rzędy lóżek piętrowych, zaopatrzonych w pasy:) Było wygodniej niż w hostelu:)

A picture of the night bus 🙂 little seen, but the bus in the middle, instead of the seats has 3 rows of bunk beds to fitted with belts 🙂 It was more comfortable than a hostel 🙂

plus (3)W Chinach nawet w toaletach nie ma wolności – na zdjęciu informacja, iż toaleta, w której byliśmy w Parku została oceniona jako trzygwiazdkowa; a także informacja dla Panów, że “jeden krok bliżej, znaczy iż będzie czplus (4)yściej”;)

In China,even in the toilets there is no freedom-in the picture there is an information that the toilet where we were in the Park was rated as a three star; as well as information for men;)

Reklamy
Komentarze
  1. Izzi pisze:

    Moim skromnym zdaniem przeciekawa zamiana :)autokar rewelka, ilość wrażeń niemal oszołamiająca, opalenizna…auć Ryśku smaruj Kasice smaruj 😉

    • kasiek7 pisze:

      Zachmurzenie było, pomyślałam, że się może trochę opalę, by znów w Polsce się nie okazało, że wszyscy bardziej ode mnie opaleni;)

      • Izzi pisze:

        Hehehe taka zmyłka… również zaliczona w poniedziałek na termach 🙂 Sylwia nieprzyzwyczajona też raka zaliczyła, jak lato to lato! 😉

  2. Sylwia pisze:

    ech….co za wyprawa:) dzięki za te wszystkie zdjęcia i opisy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s