A może by tak do Birmy? / Or maybe let’s go to Burma?

Posted: 15/12/2014 by rysiekmirek in Journey, Tajlandia / Thailand
Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Mae Hong Song (214)Szybki przesiadko-nocleg w Chiang Mai i udajemy się do zachwalanego przez wszystkich Pai. Pai to mała urokliwa wioska, pięknie usytuowana w dolinie rzeki o tej samej nazwie. Wioska ta gości głównie backpackersów i zmęczonych miastem turystów chcących odpocząć na łonie natury.

Quick change bus/stay overnight in Chiang Mai and we go to Pai praised by everyone. Pai is a small charming village beautifully situated in the valley of the Pai river, which host mainly backpackers and tourists tired of the city who want to relax a little bit in the nature.

W samym Pai i okolicach można znaleźć sporo ciekawych atrakcji: wielki biały Budda na zboczu góry, sporo słoni, gorące źródła, piękny kanion, wodospady, Chinatown, a nawet lokalną truskawkolandię. Tradycyjnym już środkiem lokomocji jest skuter, a tradycyjną formą zwiedzania jest zwiedzanie grupowe – tym razem z nowo poznanymi Sarą i Kathariną – dzięki! W drodze na jeden z wodospadów udaje się nam też spróbować lokalnych wyrobów z „Roselle” – odmiany Hibiskusa.

In the Pai and the surrounding area, you can find a lot of interesting attractions: the great white Buddha on a mountainside, many elephants, hot springs, beautiful canyon, waterfalls, Chinatown and even local „strawberryland”. Traditional way of transportation for us has become already a scooter and traditional form of sightseeing a group sightseeing – this time with newly met Sarah and Katharina – thanks! On the way to one of the waterfalls we managed also to try the local products from „Roselle” – kind of Hibiscus.

Podczas zwiedzania okolic Pai dowiedzieliśmy się, że w miasteczku oddalonym o kilka godzin drogi rozpoczyna się właśnie 3 dniowa „fiesta”. Niewiele myśląc zmieniamy nieco nasze plany i jedziemy zobaczyć „o co kaman”. Mae Hong Son, bo o nim mowa to prawdziwa perła tutejszych okolic. Miasteczko przepięknie położone pośród pagórków i gór, z małym jeziorkiem w centrum miasta, kilkoma świątyniami i górą miejską, z której rozpościera się cudowny widok na samo miasteczko i okolicę. Uroczystościom „otwarcia miasta” towarzyszą pokazy sztucznych ogni, kolorowy market i mnóstwo stoisk z różnorodnym jedzeniem 🙂 Przez przypadek przy stoisku z naleśnikami spotkaliśmy też Panią z ludu Long – Neck Karen z najprawdziwszą długą szyją!
Aby tradycji stało się zadość wypożyczamy skuter, by udać się jeszcze bardziej na północ, do miasteczka leżącego na granicy z Birmą – Ban Rak Thai. Również tradycynie nie spędzamy tego dnia tylko we dwójkę. Okolice zwiedzamy w sumie na 3 skuterach w towarzystwie czwórki sympatycznych sąsiadów zza południowej granicy – Słowaków – Matus, Zuzzana, Rudi i Lucia – dziękujemy! W samym Ban Rak Thai dzięki uprzejmości Panów wojskowych bez wiz i paszportów opuszczamy na chwilę teren Tajlandii wchodząc na ziemię niczyją między Birmą i Tajlandią. Z pobliskiego wzgórza mieliśmy natomiast okazję zrobić kilka zdjęć Birmie.

While we were exploring Pai we got know that in a small town a few hours drive from here there is 3 day „fiesta” just about to begin. Without so much of thinking we changed our plans a bit and we went there to see what is all about. Mae Hong Son (this is the name of the town we are talking about) is the crown jewel of the local area. The town is beautifully situated among hills and mountains, with a small lake in the center, several temples and mountain near by. From local mound you can have really magnificent view of the town itself and the surrounding area. The celebrations of the „opening the city” is accompanied by fireworks, colorful market stalls and plenty of varied food 🙂 By coincidence, at the pancake stall we also met with a Lady from Long Neck Karen people with the truest long neck!
So that tradition could be observed we rent a scooter to go further north to the town lying on the border with Burma – Ban Rak Thai. Also traditionally we don’t spend the day just the two of us. Our group consist of 3 motorbikes in total with the company of 4 really nice people – our neighbors from across the southern border – Slovaks – Matus, Zuzana, Rudi and Lucia – thank you! In the Ban Rak Thai thanks to courtesy of military men on the border, we could leave this country temporally and enter no man’s land between Burma and Thailand. All that without visas and passports. From the nearby hill we had an opportunity to take some pictures of Burma.

Advertisements
Komentarze
  1. Iza pisze:

    Ostatnie zdjęcie magiczne 🙂 buziaki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s