Kambodża / Cambodia

ENGLISH VERSION BELOW THE FIRST PICTURES…

Zwiedzanie Kambodży było dla mnie ekstremalnym przeżyciem. Pierwszy raz jestem w kraju, gdzie nie trzeba nawet spojrzeć na ludzi, by przyciągnąć ich uwagę. Na każdym kroku obskakują Cię usłużni kierowcy, natrętni handlarze (zapewniając, iż „przymierzanie nic nie kosztuje”) i wszelcy pośrednicy.

Każdą cenę trzeba bezwzględnie przedyskutować przed rozpoczęciem usługi, a i tak nie możesz być pewien, że nie będziesz musiał wykłócić się o resztę, nie będą Cię tysiąc razy nagabywać o duuuuży napiwek lub nie staną w środku niczego stwierdzając, że dalej nie jadą za uzgodnioną sumę.

Ceny są zupełnie inne dla miejscowych, co dla turystów i dotyczy to niemal wszystkiego – od toalety, przez jedzenie, po atrakcje turystyczne. Średnio płaci się 4-5 razy więcej niż miejscowi i o ile jestem w stanie zrozumieć, że nie jest to kraj bogaty, to przecież ja żyję w Polsce, która jest tania dla każdego zachodniego turysty, a nie sprzedaję mu obwarzanków za potrójną cenę…

Cena wywoławcza dla dokładnie tej samej rzeczy na jednym straganie wynosi 3 dolary, na straganie obok 12. Towar, który Ci chcieli sprzedać za 7 dolarów oferują na koniec za dolara i nie chcą zrozumieć, że to nie kwestia ceny – po prostu nie chcesz tego kupować… Na hasło: „special price for you” dostaję po 3 dniach ciarek;) Paradoksalnie najmilej i najtaniej robiło się zakupy w największej atrakcji turystycznej Ankor Wat.

W Pałacu Królewskim, w Phnom Penh, absolutnie nie mogę wejść z ramionami zakrytymi chustą – muszę kupić tshirt (wątpliwej urody i w rozmiarze XL). Stojąc przy bramie widzę, iż strażnicy są wybredni i zasady te stosują jedynie indywidualnych turystów – grupy zorganizowane wchodzą w chustach.  Nie wspomniano również, iż oprócz zamkniętego do rekonstrukcji Pałacu Royal, zamknięte są także ogrody, 5000 srebrnych sławnych płytek podłogowych w pagodzie, dla których tu weszliśmy okazuje się przykryte dla ochrony szarymi dywanami, choć po świątyniach chodzi się boso….

W pierwszym hostelu, który zamówiliśmy okazało się, że pokój mają, ale nieposprzątany, a rowerów z oferty brak…

Sąsiedni hostel – wg informacji z netu ma być „prowadzony przez tradycyjną Khmerską rodzinę, ma mieć jasne, udekorowane na wysoki standard pokoje, gdzie dobór kolorów i materiałów tworzy niepowtarzalny klimat każdego pokoju. Wszystkie pokoje wyposażone mają być w bieżącą ciepłą wodę, prysznic i wannę; śniadanie jest wliczone w cenę; dostępna informacja turystyczna, internet”.

W praktyce jednak okazuje się, iż tradycyjna Khmerska rodzina nie mówi słowa po angielsku, ściany w pokoju mają kolor głównie brudu z wzorem z plam i odpadającego tynku. Po wannie nawet śladu nie ma, wszystko w łazience ma kolor głównie rdzy, ale gorąca woda jest, Okazuje się jednak, że tylko gorąca na tyle, że pod wrzątek nijak nie można wejść. Śniadania nie ma, bo kuchni nie ma – jakoś przestajemy już być zaskoczeni… Za to internet działa, jeśli usiądziesz przy recepcji:)

Mimo wszystko – warto jechać!!! Z bagażem cierpliwości i uśmiechu.

Co polecamy?

Ankor Wat – miejsce, dla którego właśnie większość ludzi przyjeżdża do Kambodży. Fantastyczne, olbrzymie ruiny kompleksu świątyń zrobiły na nas tym większe wrażenie, iż były pierwszym tego typu kompleksem widzianym w Azji.  Do wyboru są jedno, trzy lub siedmiodniowe wejściówki, wymagane zdjęcie robione jest przy kasie. Jeśli zacznie się wcześnie (warto zobaczyć wschód słońca), nie rozsiada się na lunchu i kończy zwiedzanie maksymalnie późno – można zobaczyć znacznie więcej w ciągu jednego dnia niż proponują przewodniki. Na dzień, kiedy planujemy zwiedzanie dalej położonych świątyń dobrze wynająć tuk-tuka (dobry stosunek szybkości do ceny); do świątyń położonych w centrum kompleksu można taniutko dojechać rowerem (wypożyczalnie w miasteczku).

Świątynia Wat Phnom w Phnom Penh – klimatyczna i ładna, pełna kadzideł, kwiatów, świec, szumu modlitw wiernych siedzących, gdzie kto chce, na podłodze, naprawdę robi wrażenie.

Choeung Ek czyli pola śmierci – ku refleksji. Audioprzewodnik zabiera nas w przerażającą podróż do nie tak odległych czasów ludobójstwa, fakty, historie, świadectwa.

Oczywiście jedzenie na straganach – pierwsza klasa, choć nie obywa się bez wesołych sytuacji z powodu bariery językowej. W barach do posiłku często podają egzotyczną herbatą.

Sightseeing of Cambodia was extreme experience for me. For the first time in my life I am in the country where I don’t need to even look at people to draw their attention. Every minute, everywhere you are surrounded by obliging drivers, persistent salesman (persuading you that “trying on is for free”) and other middlemen.

Every single price you need to discuss before and even then you cannot be sure that you get your change, you are not touted about far too high tip or you don’t stuck in the middle of nowhere because the driver tells you that he cannot go further for such a small previous price.

The prices are completely different for locals and tourists and all the prices – of the toilets, food, tourist attractions. Average price for a tourist is 4-5 times more than for locals. Don’t get me wrong, I can understand that Cambodian people are not rich but I live in Poland, a cheap country for every single west tourist and we do not sell bagels for three times as much as the price for polish people…

The starting price for exactly the same thing on one stand is 3 dollars, on the stand next door is 12 dollars. Some products that they offer you for 7 dollars they decide finally to sell you for 1 dollar and they are surprised you don’t want to buy it as you don’t like it, it is not a matter of the price… After 3 days I have a goose-flesh when I hear “special price for you”. Unexpectedly, the nicest and cheapest shopping I did at the most touristic place – at the ancient ruins of Ankor Wat.

At the Royal Palace, in Phnom Penh, absolutely, I cannot go inside with my shoulders covered by scarf – I need to buy thirst (the ugly one, in XL size). But standing at the gate I can see that the guards are picky – the rules apply only to individual tourists – organized groups can go inside with scarfs.

No one also had mention that except for Palace Royal (closed for renovation), the gardens are also closed and 5000 silver tiles at the floor of pagoda, that we mainly came for, are covered by grey carpet, for protection, even if in temple you need to walk barefoot anyway…

At the first hostel we had booked, the rooms turned to be untidy after the last group of tourists and the bicycles that the hostel offers were only in the offer…

Next hostel according to the information „is run by traditional Khmer family, with light, high standard decorated rooms, with hot water, bath, shower and breakfast included; tourist information and internet available”.

In fact, traditional Khmer family cannot speak a word of English, wall at the room are in the color of dirt with a stains pattern. There is no bath and in the shower there is ONLY hot water, so hot that it is not possible to actually take a shower. There is no breakfast because there is no kitchen.. At least there is net connection when you come to sit in the reception.

Despite everything, Cambodia it is the place to be!!! With a luggage full of patience and smile.

What do we recommend?

Ankor Wat – the place that most of the people come to Cambodia for. Unbelievable, huge ruins of the temples made a great impression on us, especially that they were first of the COMPLEX of temples we have seen in Asia. You can get 1,3 or 7 day pass, an obligatory photo is done at the ticket desk. If you start early (and it is with to see a sunrise), you do not sit too long at the lunch and you finish late – you can see much more that the travel guides offer to see in one day. If you go to see further temples it is worth to take tuk-tuk (good relation of speed and price), if you go to see center part of Ankor Wat you can cheaply rent a bike in the city center.

Wat Phnom Temple in Phnom Penh – beautiful and with a great atmosphere, full of flowers, candles, incenses, whispers of prayers, who sits wherever they want on the floor – incredible impression!

Choeung Ek killing fields – for reflection. Audio guide here takes us to terrifying travel to the time of genocide, giving you facts, stories and testimonies.

And the last but not least – food stands! First class experience! And lot of misunderstanding because of language barrier. At the bar you can often get a tasty, exotic tea to the meal.

Reklamy
Komentarze
  1. […] kultury azjatyckiej turystyki. O tych pierwszych, niezbyt pozytywnych, wrażeniach można poczytać TU. I teraz nic się nie zmieniło… […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s