USA

English version coming soon, sorry…

USA, czyli bigger, faster, better, more – mówi nasz znajomy i sprawdza się to na każdym kroku.

Miami i okolice

W Miami spędziliśmy 3 miesiące – większość „zawodowo”, ale był i czas na zwiedzanie i przede wszystkim na posmakowanie codziennego życia.

OCZAMI GOSPODYNI DOMOWEJ.

Większe znaczy lepsze przekłada się tu na rekordowo śmieszne przykłady także w supermarketach – najbardziej opłaca się robić zakupy z cyklu „kup 2 – 3 dostaniesz gratis”. Co na pewno nie sprzyja szczupłej sylwetce… i zakupom turystycznym też nie, bo można kupić sobie galon szamponu do włosów, pół litra zmywacza do paznokci, jeśli cukier to tylko w 2kg workach, wiaderka jogurtu, majonezu itp, a popcorn do mikrofalówki tylko w ośmiopakach.

Ponadto większość produktów jest low fat (czyli z małą zawartością tłuszczu) i sugar free (czyli niby bez cukru). Widzieliście kiedyś sugar free słodycze? Ja widziałam pół marketowej alejkiJ  A jednak jakimś cudem mleko jest słodkie, więc kawa z mlekiem smakuje jak słodzona, a do parówek czy wędlin dodają syrop kukurydziany, żeby za gorzkie nie było… Chleb tostowy też jest słodki, a popcorn najlepiej o smaku toffi czy czekolady… A w tłusty czwartek – którego tu nawet nie obchodzą – w Donkin Donughts za 3 pączki zapłacisz 3,6$, a za 6 pączków tylko 3,99$.

OCZAMI TURYSTY.

Jako turyści z ograniczonym zasobem gotówki nie mamy łatwo. Broszury o atrakcjach turystycznych w Miami sprowadzają się głównie do muzeów, oraz tego gdzie i co zjeść, gdzie potańczyć, gdzie zrobić zakupy lub który z hoteli jest godny polecenia. Opisy, choćby ciekawych miejsc czy budynków tylko w wersji ekskluzywnej, czyli w przypadku wynajęcia przewodnika. Przewodnicy czy nawet ulotki w prawie wszystkich odwiedzonych miejscach są dostępne jedynie w języku angielskim – raz jeden spotkaliśmy ofertę wycieczki hiszpańskojęzycznej.

Punkt informacji turystycznej też nie jest pomocny. W części zwanej Little Havana – polecanej w przewodnikach – prowadzimy  z siedzącym tam mężczyzną taki oto dialog:

– Dzień dobry! Co tu można ciekawego zobaczyć w okolicy?

– W okolicy? Nic! – odpowiada uprzejmie

– A gdzie jest Calle de estrellas? (używam nazwy z przewodnika w internecie)

– A co to?

– Taka ulica, gdzie są gwiazdy poświęcone sławnym latynoskim osobom

– A, to ten chodnik przed drzwiami, nic ciekawego.

– A gdzie można tu zjeść dobrą rybę? – pytamy więc zniecierpliwieni, mając nadzieję, że choć tym pytaniem wpisujemy się w standardy turystyczne Miami

– Nie mam pojęcia – odpowiada nadal uprzejmie pan z informacji

– A lokal El Pescador wie Pan może gdzie jest? – pytamy już zrezygnowani (też czytałam o nim na necie)

– A to będzie tu po lewej stronie ulicy, niedaleko – rozjaśnia się Pan i my się rozjaśniamy z nadzieją, że choć rybkę dobrą zjemy. Ale na koniec powiem jedynie, że szliśmy, szliśmy, szliśmy i El Pescador nie było.

Wszystko tu musi być naj… Na każdym kroku turysta jest zapewniany o tym jak to Amerykanie jako pierwsi zrobili / pojechali / wymyślili… największą / najdalszą / jedyną w swoim rodzaju / … a przewodniki kuszą opisami w stylu: „najlepsze z najmniej znanych muzeów”…

„I Ty możesz zmieniać z nami świat” – zachęcają na prezentacjach, np. w Kennedy Space Centre (na zdjęciach poniżej)

OCZAMI KIEROWCY.

Zadziwiające, jak w kraju, którym jest tak dużo obcokrajowców i może też trochę niepiśmiennych, wszystkie informacje na ulicach, zamiast zakodowane w znakach, są napisane w zwykłych dużych komunikatach po angielsku. „Próg zwalniający”. „Maksymalna prędkość ograniczona do..”, „Skręt w prawo dozwolony tylko i wyłącznie z prawego pasa”, „Jeden kierunek (jazdy)”. Angielski dla kierowców obowiązkowyJ Za to miejsca parkingowe są przepastne – od linii do linii jest miejsce na każde duże auto + jeszcze pół – złośliwi twierdzą, że to dla otyłych, by mogli z auta wysiąść… Swoją drogą tak dużej ilości dużych aut i dużych ludzi nie widziałam jeszcze nigdzie.

OCZAMI PRZYRODNIKA:

Czy to nie absurd, że po parku narodowym poruszamy się łodzią spalinową tak głośną, że turystom rozdają korki do uszu. A co ze zwierzętami?! A gdzie ekolodzy przykuci do drzew? Czyżby ekonomia?

Czy wiecie, że aligator spędza przeciętnie 18h ze swojej doby na lenistwie? Pozostałe 6h to jedzenie, wydalanie i płodzenie potomstwa. To dopiero życie;)

Eksterminatorzy od karaluchów też byli, z gwarancją na cały pobyt. Jakie jest więc nasze zdziwienie, kiedy przy śniadaniu przez nasz pokój przebiega olbrzymi i ohydny osobnik. Ja po damsku – w krzyk! Dotąd znajdowaliśmy takowych lokatorów, ale już nogami do góry, ewentualnie w śmiertelnych drgawkach, a może dziś po prostu wstaliśmy wyjątkowo wcześnie? Bez interwencji chemicznej zwierzak jest tak szybki, że nie ma mowy o zdeptaniu go, więc uzbrojeni w dezodorant i lakier do włosów zaganiamy karalucha pod łóżko, a sami z dwóch stron łóżka czekamy aż się wychyli. Karaluch jednak – inteligentna bestia – zamiast spod łóżka wychodzi na łóżko, prosto na mnie…

W Everglade National Park ostrzegają przed sępami – że niby niszczą w autach wycieraczki, opony – nam jednak takich atrakcji udało się uniknąć. Jednak, kiedy przy zaparkowanym aucie postanawiamy zjeść po kanapce, na masce auta sadowią się kruki, krzycząc że im się też coś z prowiantu należy. Przeganiamy je, choć wracają na stół, jak tylko kończymy posiłek, zdziobując okruszki. A kiedy pakujemy do kajaków wodę i ciastka w foliowym, zamykanym woreczku i odchodzimy po kamizelki ratunkowe, kruk przyskakuje do kajaka i porywa worek z ciastkami. To tyle ze słodkiej przekąski na dziś… Ale wycieczki kajakowe i rowerowe z przewodnikiem fajne i w cenie biletów do Parku. Gorąco polecam!

Jungle Island w Miami. Ma to być wyspa pełna dzikich zwierząt, tymczasem okazuje się kilkoma alejkami, mniejszymi wielokrotnie od miejscowego ZOO, a dwukrotnie droższymi. Moim zdaniem – szkoda pieniędzy.

Za to Seequarium w Miami ciekawe – można obejrzeć popisy orki, ekologiczny spektakl z fokami w roli głównej oraz akrobacje z Flipperem – filmowym delfinem. A Aquarium w Nowym Jorku można zobaczyć za darmo – informacje znajdziecie na ich stronie www.

ZDZIWIONYMI OCZAMI

* Auta policyjne znajdziemy również w wersji dla fanów Barbie – na zdjęciu

* Nadmorski deptak to okazja by zobaczyć matki z dziećmi, Żydowskie rodziny w tradycyjnych strojach, bogatych Rosjan, zapalonych sportowców podczas joggingu, jazdy na rowerze czy na rolkach oraz wytworne panie, które na spacery zabrały swoje równie wytworne pieski – w wózkach i modnych kolorowych ubrankach

* Pucybuci w Nowym Jorku mają się świetnie, pracują z klasą i w eleganckich salonach, ubrani w wytworne koszule i kamizelki.

* I jeszcze na koniec recepta na sukces wg. gwiazdy Hollywood, prosto z ulic Nowego Jorku: „Żyj marzeniami. Jedz muchy i umawiaj się ze świnią” (Kermit Żaba).

New York, New York

W odwiedzinach u Asi – koleżanki ze studiów; oprócz zwiedzania mieliśmy także okazję wesprzeć wolontaryjnie warsztaty plastyczne dla dzieci.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s